Bóg

kobieta anioł z mieczem

„NIE POZWÓL, ABY TWOJE PATELNIE LŚNIŁY BARDZIEJ NIŻ TY!”

ekst napotkany w internecie, z zacytowanym zdaniem na czele, skłonił mnie do refleksji nad czasem, kiedy nie tylko patelnie, ale wszystko w moim domu lśniło bardziej niż JA. Wszystko absolutnie wszytko musiało być na tip-top. Spacery były dla mnie bez sensu, ponieważ nie miały celu. Wszystko musiało mieć dla mnie cel i sens, a czas musiał być wykorzystany maksymalnie. Odpoczynek? Tak, ale dopiero, gdy wszystko będzie zrobione. A wszystko zdawało się nie mieć dna. 

rzeżba mężczyzny z pochyloną głową

BŁĄD

Błąd – słowo trudne do napisania czy wymówienia, czyn – niezwykle łatwy do popełnienia. 

Błąd – „nieumyślne działanie, które jest niezgodne z zasadami lub założeniami i przynosi złe skutki; fałszywy wniosek z niepoprawnie przeprowadzonego rozumowania”- tak słownik o błędzie. W tej formułce pojawia się słowo klucz – nieumyślne. Albowiem błędów nie popełniamy celowo.

stetoskop z sercem

GDY JA SIĘ ROZCHORUJĘ…

..choruje cały mój dom. Wszystko nagle staje w miejscu. To, co dotychczas „robiło się samo”, się już samo nie robi. Pranie czeka, porządki czekają, lodówka sama się nie wypełnia produktami, potrawy same się nie przyrządzają, a zwierzęta i kwiaty napoić, nakarmić, podlać trzeba, a i siebie by się przydało.

dłonie złożone w serce

OKAZYWANIE SOBIE MIŁOŚCI

Okazywanie miłości sobie samej często kojarzone jest egoizmem. Tymczasem okazywanie miłości sobie samej jest niezbędne do zrównoważonego funkcjonowania, nie tyle tylko nas samych, co naszej  rodziny, naszego środowiska w pracy. Dalekie jest od egoizmu. Związek nas samych ze sobą jest najważniejszym związkiem w naszym życiu. Często dbanie o siebie porzucamy na poczet wszystkiego innego i wszystkich innych wkoło, chcąc tak naprawdę uciec od siebie samych. A uciec chcemy, bo brakuje nam miłości i akceptacji nas samych. Wbrew pozorom łatwiej jest zajmować się innymi. Jak zatem okazywać miłość sobie?

modląca się kobieta

SIŁA WYŻSZA

Kiedy trzy lata temu zrozpaczona stałam przy kuchennym blacie i obserwując życie toczące się za oknem: ruch samochodów, poruszających się ludzi, rozświetlone, tętniące życiem miasto, krzyczałam całą sobą, przy tym nie wydając z siebie ani jednego decybela dźwięku. To krzyczała moja dusza, to ona prosiła o pomoc. Myślałam wtedy, że nikt mnie nie słyszy. Myślałam, że jestem z tym wszystkim sama. Łzy płynęły, siły słabły a nadzieja gasła. Znowu Go nie ma, znowu oddał się w jej objęcia, swojej kochanki kokainy. A ja tutaj sama, bezradna…Nie umiem nic zrobić, ale wiem, że nie chcę tak żyć, że już nie mogę…